|
Nie umiałabym opisać jednego elementu kultury rosyjskiej, który mnie zainteresował, zafascynował czy wręcz zauroczył. No, ale zacznijmy od początku… Języka rosyjskiego zaczęłam się uczyć w szkole podstawowej. Dosyć dawno temu. Miałam zawsze same piątki. Moją ulubioną bajką był „Wilk i zając” - chociaż w dzieciństwie się nie zastanawiałam nad pochodzeniem tej kreskówki. „Ну заяц, погод
и” to prawdopodobnie pierwsze słowa, które wypowiedziałam w tym pięknym języku. Do dziś pamiętam konkurs, w którym brałam udział, a który dotyczył historii Sankt Petersburga. A ponieważ wtedy jeszcze w mojej wsi nie było Internetu, a i w domu komputera nie miałam, to wykorzystałam wiadomości z książek i encyklopedii miejscowej biblioteki. Konkursu nie wygrałam, ale za to jakież to były emocje. Dyplom za uczestnictwo mam do dziś. I tak się zaczęła fascynacja językiem rosyjskim. W ósmej klasie zajęłam trzecie miejsce w wojewódzkim Konkursie Języka Rosyjskiego. Wiersz, którego się uczyłam na recytację pamiętam do teraz: „Мы ехали шагом, мы мчались в боях и «Яблочко» - песню д
ержали в зубах…” (Михаил Светлов «Гренад
а»). Potem w liceum pisałam wypracowania dla kolegów z języka rosyjskiego, bo mnie interesowało wszystko, co z językiem rosyjskim i samą Rosją związane, a ich niekoniecznie. I tak mijał czas i zaczęły się studia. Jeszcze nie językowe. Najpierw inny kierunek, bo jak mi się wydawało łatwiej o pracę będzie. Ale marzenie o studiach na kierunku ‘filologia rosyjska’ też się spełnia. I tu dopiero się poczułam jak ryba w wodzie. Do tej pory znałam fakty o Rosji z mediów, podręczników, itp. Ale jakoś tak pobieżnie. A gdzież tu głębia kultury? W Instytucie poznawaliśmy nie tylko język, ale też obyczaje, święta, tradycje, obrzędy, historię, literaturę – od Puszkina po współczesność, i sam kraj – miasta większe i mniejsze. Przygotowując prezentację na temat Kolei Transsyberyjskiej zaczęłam marzyć o podróży przez Syberię. Chciałabym zobaczyć Jezioro Bajkał i dotrzeć aż do Władywostoku. Kolejna prezentacja dotyczyła bajek rosyjskich. Kupiłam sobie nawet piękne polskie wydanie. W dobie Internetu znalezienie ilustracji i tekstów bajek nie jest tak trudne jak kiedyś. Czytałam i oglądałam jak zauroczona. Cwana lisica, Dziadek Mróz, Iwan-carewicz to tylko niektóre personalia, które wzbudzają uśmiech na twarzy i poprawiają nastrój - nie tylko dzieciom. Albo wyroby jubilerskie firmy Faberge – oj, mieć w domu, chociaż jedno z bezcennych jaj. To by było dopiero coś! Nieodłącznym elementem rosyjskiej kultury są także ikony. Film „Анд
рей Рублёв” warto zobaczyć, ale jak dla mnie był to tylko zachęcający wstęp do zapoznania się z tym tematem. Są to przecież arcydzieła sztuki! W krajobrazie, który pamiętam z dzieciństwa nie ma obecnie tylko jednego – targowisk w mojej wsi i mieście niedaleko, gdzie można było kupić drewniane wyroby, takie jak sztućce, szkatułki i matrioszki – przepiękne i ręcznie zdobione. Po prostu prześliczne. To znaczy targowisko jest, tylko nie ma już handlarzy zza wschodniej granicy, którym handel takimi wyrobami by się opłacał. Słowo „хохлома” pewnie znają wszyscy – tym właśnie mianem określa się wyroby, których już nie można kupić na „moim” ryneczku, a których wykonanie wymaga tak wiele czasu, pracy i fantazji. Oprócz matrioszek, samowara, automatu Kałasznikow, dzwonów i wódki (obojętnie, w jakiej kolejności) z Rosją kojarzą mi się nieodłącznie walonki. To nie tylko zwykłe obuwie, to wręcz jedyny sposób na przetrwanie silnych, syberyjskich mrozów. A co ciekawe w Rosji nosi się je nie tylko zimą, ale i latem. Obecnie współcześni projektanci „urozmaicając” ich wygląd przywrócili modę na te bardzo praktyczne buty. Kultura rosyjska w mniejszym lub większym stopniu towarzyszyła mi odkąd pamiętam. W domu zbieram różne wydania książek po rosyjsku, słowniki, encyklopedie oraz płyty z muzyką i filmami. Wszystko po to, żeby być, choć trochę bliżej. A ponieważ nigdy w Rosji nie byłam już teraz planuję swoją „podróż życia”. Pojadę do stolicy – tej obecnej i byłej, odwiedzę muzea i galerie, zobaczę pomniki i osławione w literaturze miejsca. A potem trasą „Транссиба” aż po krańce kontynentu. Wykupię pół księgarni „Московский д
ом книги”, przywiozę sobie matrioszki, może dobrą wódkę na spróbowanie, napiję się oryginalnej herbaty z samowara i koniecznie spróbuję rosyjskiej kuchni. Pierogi ruskie, które uwielbiam, wcale takie „ruskie” nie są, chyba tylko z nazwy. Ale za to kutia? To, co innego! Posłucham bicia dzwonów rosyjskich cerkwi i zapatrzę się na krajobrazy. Posłucham szumu brzozowych „веток”. Kałasznikowem strzelać nie będę, za bardzo boję się broni, ale za to pójdę do teatru obejrzeć balet, który też słynie na cały świat. Po rosyjskich miastach spacerować będę w walonkach…a ponieważ marzenia się spełniają już mam uśmiech na twarzy Męża już zaraziłam swoją pasją, więc na pewno wybierzemy się we dwoje. Będzie super! PS. A ponieważ jeszcze nie w Rosji nie byłam nie mogę dołączyć ciekawych zdjęć z wyprawy (co na pewno uczynię po powrocie). Ale dołączam zdjęcie, które mnie zaciekawiło – i przedstawia tą część świata, którą chciałabym poznać, tylko z bardzo odległej perspektywy. 
Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu... |